Jak to czasem przecieram oczy ze zdumienia

Zdążyłam przywyknąć już do wielu hiszpańskich „dziwactw”, ale nadal zdarzają się sytuacje, które wprawiają mnie w lekkie osłupienie. Doszłam ostatnio do jakże konstruktywnego wniosku, iż nie będę się więcej zarzekać, że już nic mnie tutaj nie zdziwi. Owo twierdzenie zostało zweryfikowane przez codzienność, jako niestety niekorespondujące z prawdą.

Jeśli chodzi o „inności”, to przyswoiłam już sporo takich rzeczy. O niektórych zdążyłam już napisać o innych jeszcze nie.

Obecnie całkiem normalny wydaje mi się fakt dotyczący stosowania podwójnych znaków zapytania oraz wykrzykników, jednego na początku, a drugiego na końcu zdania. Z tym, że ten pierwszy jest zawsze napisany odwrotnie, czyli po prostu do góry nogami.

Nawet oswoiłam się z zapisem ułamków dziesiętnych, w których tzw. separator dziesiętny oddzielający część całkowitą od ułamka stanowi apostrof. Taki sposób notowania można spotkać najczęściej w tekście pisanym ręcznie. W związku z czym zamiast np. 10,5 mamy 10’5. Przyznajcie sami, że wygląda to dość osobliwie. Poniżej filmik z zamianą ułamków dziesiętnych na zwykłe. Oczywiście te pierwsze prezentują się w wyżej opisanej formie.

Jakiś czas temu miałam do uiszczenia pewną opłatę. Miejscem w którym mogłam tego dokonać był bank. Termin płatności opiewał na pięć dni od daty wystawienia dokumentu, który jest odpowiednikiem polskiego blankietu wpłaty. Przez pierwsze dwie doby nie było mi do wyżej wymienionej instytucji po drodze. Kolejne przypadały na weekend, podczas którego tego typu miejsca są zamknięte. Nie pozostało mi nic innego jak udać się tam w poniedziałek, czyli w ostatni dzień wyznaczonego czasu. Popołudniu wyruszyłam w drogę. Wydawało mi się, że jestem dobrze przygotowana: miałam druczek, pieniądze i dobre chęci. Powyższy zestaw okazał się niewystarczający, bowiem zabrakło osoby, która zechciałaby te wszystkie istotne rzeczy przyjąć. Powodem było przyziemne przekroczenie godzin otwarcia banku. Przez kolejne sekundy patrzyłam z niedowierzaniem na tabliczkę objaśniającą, że klienci są przyjmowani w dni robocze od 8.30 do 14.30. Czyste szaleństwo, które dla osoby pochodzącej z kraju w którym dąży się do coraz większej ilości i czasu pracy, może skutkować doszukiwaniem się jakiegokolwiek błędu w takiej informacji. W tym przypadku pomyłki nie było. Jedynym rozwiązaniem było przełożenie całej procedury na wtorek. Ucząc się na popełnionych błędach, wyszłam z domu po ósmej. Ku mojej ogromnej radości udało się dostać do banku, hura, mój poziom zadowolenia znacznie się poprawił. Jeszcze tylko musiałam poczekać na swoją kolej. Następna nauczka: nie chwal dnia przed zachodem słońca. Podchodząc do okienka, uprzejma pani poinformowała mnie, że niestety nie mogę zapłacić, bo na dokumencie widnieje wczorajsza data. Nie pozostało mi nic innego jak udać się w miejsce z którego owy druczek dostałam i wytłumaczyć zaistniały stan rzeczy. Wydrukowali mi kolejny blankiet, tym razem z siedmiodniowym terminem płatności. Jedyne pytanie, które w tamtym momencie sobie zadawałam: czy nie można było tak od razu? Chyba zbytnio przyzwyczaiłam się do myśli, że Hiszpanie relatywnie podchodzą do szeroko pojmowanego czasu.

P. S.

Jeśli chcesz być na bieżąco i nie przegapić żadnego wpisu zapraszam na fanpage na Facebooku na którym dodatkowo znajdziesz materiały niedostępne na blogu, pamiętaj, żeby na liście zaznaczyć: otrzymuj powiadomienia, unikniesz ograniczenia wiadomości.

Możesz również otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach na swój adres e-mail, wystarczy, że na stronie głównej w pasku znajdującym się w prawej części odszukasz rubrykę CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?, wpiszesz swojego maila i potwierdzisz wciskając Wyślij.

Wszystkie opinie możesz wyrazić w komentarzach, które są dla mnie wspaniałą informacją zwrotną. Jeśli Ci się podobało: lajkuj i udostępniaj.

Reklamy

4 thoughts on “Jak to czasem przecieram oczy ze zdumienia

  1. Dziwne! To przecież ja powinnam to napisać 🙂 Tylko godziny mi się nie zgadzają – widzę, że Hiszpanie wstają pół godziny wcześniej niż Włosi 🙂 bo pracują od 9.00, a w toskańskim, słynnym banku MONTE DEI PASCHI DI SIENA, dokładnie od 9.00 – 13.00 i od 15.00-16.00. Po prostu SKANDAL! O 13.00 WSZYSCY MAJĄ SJESTĘ, a to znaczy, że od 12.30 niczego już nie załatwisz. A potem, po sjeście przyjeżdżają sobie otworzyć bank na godzinkę. Jak mi się udało dowiedzieć, potem jeszcze sobie pracują, ale w zamkniętym banku, bez OBECNOŚCI tych NAMOLNYCH i NASTAWIONYCH NA BYCIE OBSŁUGIWANYM KLIENTÓW…
    Pozdrawiam 🙂

    • Jak widać południowcy mają pewne cechy wspólne. Najgorzej mi przyzwyczaić się do sjesty i do godzin otwarcia niektórych miejsc. Za to podoba mi się, że w niedziele ludzie mają wolne. Sklepy są zamknięte, więc o zakupie jedzenia trzeba pamiętać w sobotę 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s